W trosce o Dom Ojczysty (1995 - 2003)
...REZOLUCJA VII Sympozjum - W trosce o Dom Ojczysty (2003)
Uczestnicy Sympozjum po wysłuchaniu referatów i dyskusji doszli do następujących wniosków:
- 1. Państwo polskie nie posiada żadnych rezerw na sfinansowanie kosztów akcesu do Unii. Dalsze zwiększanie obciążeń pracobiorców i pracodawców, ograniczanie wydatków socjalnych, wydatków na edukację i ochronę zdrowia zakończy się katastrofą.
- 2. Gospodarka polska zniszczona stanem wojennymi szokową transformacją może być odbudowana tylko solidarnym wysiłkiem całego narodu.Prawo unijne taką drogę zamyka.
- 3. Cały przebieg procesu dostosowawczego i warunki przystąpienia do Unii świadczą, że Polska nie jest partnerem lecz państwem kolonizowanym.
- 3a. Brak uregulowania praw własności gruntów na tzw. Ziemiach Odzyskanych jest elementem kolonizacji (punkt dodany w Gdańsku).
- 4. Przystąpienie do Unii utrwali i pogłębi dysproporcje w rozwoju ekonomicznym. Bezrobocie nie zmniejszy się, a Polacy nie znajdą pracy w innych krajach Unii.
- 5. Tylko narody o silnym poczuciu patriotyzmu państwowego i solidarności ekonomicznej mająca Unii szansę na rozwój. W Polsce te wartości zostały zniszczone. Tożsamość narodu, który utracił poczucie dumy jest zagrożona. Polscy bezrobotni będą złymi emisariuszami polskiej kultury i nie staną się apostołami katolicyzmu.
- 6. Unia nie jest ochroną przed globalizacją, jest jej narzędziem.
Przystąpienie Polski do Unii Europejskiej należałoby nazwać nie integracją lecz aneksją. Na ten podstępny sposób pokojowej aneksji mamy udzielić przyzwolenia w powszechnym referendum, co odbiera podstawę prawną i siłę moralną niezbędne dla obrony polskich interesów w przyszłości.
Apelujemy do wszystkich obywateli, aby nie ulegali jednostronnej propagandzie i w referendum głosowali przeciwko wejściu Polski do Unii, a także podjęli starania, aby referendum zostało przeprowadzone uczciwie.
My nie lękamy się Unii Europejskiej, my jej nie chcemy.
W imieniu uczestników Sympozjum
Anna Walentynowicz
mgr inż. Andrzej Gwiazda
prof dr hab. Maria Hrabowska
Kraków - 22 marzec 2003, Gdańsk - 29 marzec 2003
VI Sympozjum „W trosce o dom ojczysty" (2000)
OŚWIADCZENIE
W 20-tą rocznicę powstania NSZZ „Solidarność", oświadczamy że organizacja używająca obecnie tej nazwy, nie jest kontynuacją „Solidarności" powołanej z woli strajkujących załóg w 1980 r.
Nazywanie organizacji utworzonej odgórnie, w myśl tajnych umów w Magdalence -"Solidarnością” - jest nadużyciem.
Celem tej manipulacji było oszukanie opinii publicznej i wyłudzenie biernej zgody wobec antypracowniczej i antypaństwowej polityki uczestników "okrągłego stołu". Rejestrację nowej organizacji poprzedziło publiczne ("dyskusja z Miodowiczem) złożenie przez L. Wałęsę następujących deklaracji:
- - "Solidarność" będzie teraz zupełnie inna niż ta w 1981 r.
- - Do nowej "Solidarności" wejdą zupełnie nowi ludzie.
- - Jesteśmy gotowi do głębokich wyrzeczeń.
Te deklaracje zostały ściśle zrealizowane, Neo-solidarność zarejestrowano ze zmienionym statutem, co w świetle prawa zrywa wszelki związek z "Solidarnością".Rządy Solidarnościowe" realizując politykę wyrzeczeń dla całego społeczeństwa, jednocześnie umożliwiały ludziom związanym ze starą i nową władzą zawłaszczanie wspólnego majątku. Pod parasolem „Solidarności" Polska zajęła trzecie miejsce wśród najbardziej skorumpowanych krajów. Braki własnej produkcji uzupełnia się kredytem. Wyprzedażą majątku narodowego w obce ręce uzupełnia się braki w budżecie i prywatne konta decydentów.
Transformacja okazała się korzystna dla niewielu. Zdecydowana większość, mimo że na transformacji i straciła, wciąż oddaje glosy na swych przeciwników. Nie potrafi bronić własnych interesów, gdyż wezwania do nieuczciwości w polityce i egoistycznych zachowań wobec kolegów zniszczyły wzajemne zaufanie.
Bez zaufania niemożliwa jest jakakolwiek zbiorowa akcja. Tym bardziej niemożliwe jest podejmowanie zbiorowego ryzyka walki. Solidarne postawy są następstwem takiego zaufania.
Aby podjąć walkę o swe interesy ekonomiczne, o stworzenie państwa broniącego interesów narodowych, musimy sobie nawzajem obiecać:
Nikt nie zostanie sam w trudnościach, a sukcesy zostaną rozdzielone sprawiedliwie.
Anna Walentynowicz
Andrzej Gwiazda
Warszawa — Ursus , 19-20 maja 2000
DO SPOŁECZEŃSTWA POLSKIEGO (1998)
W tajemnicy przed społeczeństwem rząd RP bierze udział w przygotowaniu przez międzynarodowy kapitał aktu prawnego o niewinnej nazwie: „Wielostronne porozumienie inwestycyjne" — angielski skrót: MAI.
Porozumienie" to, ma się stać ponadnarodowym aktem prawnym, wyłączającym działalność właścicieli zarejestrowanych za granicą z podległości prawu krajów, na terenie których aktualnie prowadzą działalność.
Właścicieli zagranicznych nie obowiązywałoby polskie prawo o ochronie środowiska, gwarancjach socjalnych, ochronie pracy.
Właściciele zagraniczni uzyskaliby, poprzez specjalny ponadnarodowy trybunał MAI, prawo do odszkodowań ze strony rządów za straty powstałe wyniku strajków i. innymi działaniami społecznymi, oraz decyzjami rządu w sprawach politycznych, gospodarczych i społecznych. Dotyczy to odszkodowań za straty poniesione lub za domniemane straty w przyszłości.
Właściciele zagraniczni mieliby też prawo nieograniczonego zatrudnienia pracowników z innych krajów.
Porozumienie MAI sprowadza rządy „suwerennych państw" do roli pozbawionego stanowienia prawa Żandarma strzegącego interesów właścicieli zagranicznego kapitału.
Tylko pozornie rząd zachowałby prawo decyzji wobec polskich przedsiębiorstw Każda decyzja podporządkowująca działalność gospodarczą tylko polskich przedsiębiorstw interesom narodowym i społecznym zmniejszając ich konkurencyjność prowadziłaby do upadłości lub wykupu polskiej własności.
Traktat MAI jest próbą narzucenia jednostronnego prawa chroniącego interesy międzynarodowego kapitału, godzącego w interesy całej ludzkości.
Traktat ten daje właścicielom kapitału zagranicznego prawo nieograniczonego wyzysku i pozbawia możliwości obrony nie tylko pracowników ale również indywidualnych kapitalistów.
Demokracja w świetle tego „prawa" sprowadza się do wyboru oprawców.
Katolikom przypominamy nakaz Papieża wyrażony w encyklice Laborem Exercens:
Własność niezależnie od jej formy i właściciela ma służyć wspólnemu dobru. Traktat MAI drastycznie łamie te zasadę.
Wzywamy wszystkich , osoby i organizacje do wyrażenia zdecydowanego sprzeciwu wobec udziału Polski w tym traktacie.
Jak postępować!
Protestować poprzez telefony i pisanie listów do Sejmu i Senatu, u także próbować nagłaśniać poprzez prasę i telewizję.
Uczestnicy spotkania „ W trosce o Dom Ojczysty”
W dniu 16 października 1998 r. w Warszawie
Za zgodność
Anna Walentynowicz, Andrzej Gwiazda
OD UPADKU DO ZWYCIĘSTWA KOMUNY (1997)
W ciągu dziesięciu ubiegłych lat byliśmy świadkami dwu zaskakujących historycznych wydarzeń: „Upadku Komuny" w 1989 r. i jej zwycięstwa w wolnych wyborach w roku 1993. Okres między tymi datami - to okres rządów „solidarnościowych". Nawet pobieżna analiza wyników osiągniętych przez te rządy daje odpowiedź, dlaczego zrozpaczeni Polacy oddali swe głosy na byłą „komunę". Rocznik Statystyczny nie daje jednak odpowiedzi, dlaczego pięć kolejnych rządów „solidarnościowych" konsekwentnie prowadziło kraj do gospodarczej, a także intelektualnej i moralnej katastrofy. Nie daje też odpowiedzi, dlaczego w 1989 r. „komuna" tak ochoczo oddała władzę „opozycji". A te odpowiedzi musimy znaleźć, gdyż jest to jedyna broń przeciwko totalnemu zakłamaniu propagandy we wszystkich środkach masowego przekazu. Jest to jedyny sposób dający szansę na obalenie mitów, które wbijała Polakom do głów propaganda krajowa i „zachodnia" (RWE, BBC, itd.) począwszy od 1982 r. Mitów, które w świadomości Polaków pozwoliły ukształtować zupełnie opaczny osąd wydarzeń politycznych i pozwoliły na zrealizowanie polityki, której skutki z miesiąca na miesiąc są coraz bardziej alarmujące.
Poznajemy coraz więcej faktów. I choć daleko nam jeszcze do poznania szczegółów i zebrania dowodów winy, to dysponujemy wiedzą pozwalającą znane fakty w logiczny ciąg, wyjaśniający podstawowe mechanizmy tej polityki.
Analiza okresu od „upadku" do zwycięstwa „komuny" rzuca jaskrawe światło na te mechanizmy i ujawnia do jakiego stopnia fałszywa była cała propaganda „neosolidarności".
„Komuna", która dla utrzymania władzy w Polsce wymordowała dziesiątki czy setki tysięcy ludzi, naraz, w 1989 r. z uśmiechem oddała tę władzę przeciwnikom. A w cztery lata później wygrała wolne wybory.
W 1946 r. Wł. Gomułka powiedział: „Nasza partia, to taka partia, która zdobytej władzy nie odda". Aby te, władzę zdobyć i nie oddać, partia stosowała wszelkie, również zbrodnicze metody, a każdą wzmiankę, o wolnych wyborach uznawano za próbę, obalenia ustroju i stosownie karano. Przekonanie, że „komuna" nie może w Polsce wygrać wolnych wyborów było powszechne - w narodzie i w partii. W 1989 r. PZPR podjęła, wydawało by się samobójczą decyzje, oddania władzy w ręce przeciwników. W 1993 r. PZPR przemianowana na SLD wolne wybory wygrała.
W 1993 r. przemalowana komuna szła do wyborczego zwycięstwa pewnie, spokojnie i profesjonalnie przygotowana (podobnie, jak w innych krajach sowieckiego bloku).
Wynika z tego bezsporny wniosek: Gdzieś między Gomułką a Mazowieckim „komuna" podjęła wewnętrzną decyzję, że podda się wyborczej weryfikacji. Z całą pewnością nie była to decyzja samobójcza. Decyzję tę podjęto, gdy opracowano skuteczne metody, by aparat partyjny na tej operacji nie stracił, lecz zyskał.
Kiedy nastąpił ten moment? Uważam, że to najważniejsze pytanie polityczne. Zasadnicza linia podziału politycznego przebiega w zależności od czasu, w jakim tę decyzję komuny zgadzamy się umieścić. Twierdzę, że podział tradycyjny na prawicę, lewicę, liberałów, narodowców czy socjalistów jest mniej istotny.
Propaganda ,neosolidamości" i całej grupy „okrągłego stołu" usiłuje narzucić pogląd, że ta decyzja została wymuszona przez „Solidarność". Jest to koncepcja śmieszna, a zarazem oburzająca, że tak nisko cenią społeczny i indywidualny rozum Polaków. Nie wiem, być może PZPR miała szansę wygrania wolnych wyborów za Gomułki czy za Gierka, ale w 1980 roku te, szansę bezwzględnie straciła. Stan wojenny jeszcze pogłębił nienawiść społeczeństwa do władzy.
Musimy więc wykluczyć okres 1980-1991. Szansa wygrania wyborów pojawia się, dopiero w 1992 r., kiedy SLD zaskoczony (?) katastrofalnymi skutkami rządów „solidarnościowych" dostrzegł możliwość wykorzystania społecznego niezadowolenia. Gdyby tak było, w ich kampanii wyborczej pojawiłby się silny akcent krytyki rządów „Solidarności", a tego przecież nie obserwowaliśmy. Nie było w ich kampanii cienia nerwowości i improwizacji, które musiałyby być widoczne przy nagłej decyzji. Przeczą temu też znane fakty: np., popularny opozycjonista, A. Michnik znacznie wcześniej, bo w 1989 r. obwoził A. Kwaśniewskiego jak niedźwiedzia po spotkaniach w całym kraju, aby go w ten sposób nobilitować. Pisma kobiece w Holandii zachwycały się Kwaśniewskim, jako najprzystojniejszym polskim politykiem jeszcze przed 1993 r. Natomiast, gdy reaktywowana w 1987 r. PPS zwróciła się do Międzynarodówki Socjalistycznej o wznowienie swego członkostwa (zawieszonego po II-ej wojnie światowej) - otrzymała z Brukseli odmowę, gdyż, „miejsce po przedwojennej PPS jest zarezerwowane dla partii, w którą przekształci się PZPR".
To chyba wystarczy, by udowodnić, że ta decyzja zapadła wcześniej. A jeśli tak, to na tyle wcześniej, że w 1980 r. cały aparat i proces przygotowujący „komunę" do samoobalenia i wyborczego zwycięstwa był w takim stopniu zaawansowany, by „Solidarność" i nastroje społeczne wyrażane wtedy powszechnie, już nie mogły go przerwać.
Prof. Jadwiga Staniszkis określa ten moment na rok 1968, kiedy po inwazji na Czechosłowację i powstaniu zbuntowanego przeciw Moskwie Eurokomunizmu, elity wywiadu i KGB (SB też) zdały sobie sprawę z konieczności głębokiej, zasadniczej reformy systemu. Na ten okres przypada też wzmożona aktywność teoretyków komunizmu wskazujących Moskwie sposób wyjścia z sytuacji. Pojawiały się propozycje rekonstrukcji partii komunistycznej na nowych, socjaldemokratycznych zasadach. Najbardziej znane są listy La Payett'y proponującego m.in. przeniesienie centrali komunizmu na Zachód.
Spróbujmy sobie wyobrazić, jakiej cierpliwości i ostrożności wymagało zorganizowanie spisku mającego obalić komunistyczny system w aparacie przeznaczonym do chronienia tego systemu. W aparacie, gdzie każde potknięcie kończyło się rozstrzelaniem, a awans na wysokich szczeblach musiał być poprzedzony rozstrzelaniem szefa. Jeśli ten cały proces przebiegł bez wpadki, uważam, że musiał trwać lat kilkanaście.
Mamy więc do wyboru dwie daty podjęcia decyzji o przejęciu władzy w drodze wyborów przez partie komunistyczne: albo około 12 lat przed 1980 r., albo 12 lat po 1980 r., jak chce propaganda.
Jeżeli przyjmiemy te, drugą datę - cały okres ostatnich 20 lat jawi się nam, jako ciąg bezsensownych, niezrozumiałych decyzji, podejmowanych przez ludzi niekompetentnych, nie rozumiejących swoich indywidualnych, ani grupowych interesów. Jeśli tolerowanie przedsierpniowej opozycji i „Solidarności" można uznać za błąd, którego naprawieniem był stan wojenny, to niepojętym jest, dlaczego wtedy, gdy stan wojenny odniósł sukces - społeczeństwo pogodziło się z przegraną i było skłonne przebaczyć Jaruzelskiemu - PZPR ogłosiła własny upadek i oddała władzę przeciwnikom. Niepojętym jest, dlaczego zwycięscy „przeciwnicy" wybrali na prezydenta swego głównego wroga, gen Jaruzelskiego. Dlaczego uchwalili „grubą kreskę" i emerytury sięgające często sumy 30 średnich pensji dla swych katów. Dlaczego pięć rządów „solidarnościowych" sprawowanych przez cztery różne kierunki polityczne prowadziło tę samą politykę, prowadząc kraj do ruiny. Dlaczego SLD tę politykę kontynuował. Niepojętym jest, dlaczego politycy i dziennikarze zachodni nazywają to wszystko sukcesem!
Przyjmijmy teraz, że decyzja wielkiej reformy ustrojowej zapadła w najwyższych kręgach decyzyjnych aparatu na przełomie lat 60' 70'.
Oczywistym jest założenie, że podstawowym kryterium tej koncepcji było skuteczne zabezpieczenie interesów wyższego i średniego aparatu partii i jej policji politycznej. Nie musimy znać szczegółów tego planu, ani jego korekt i modyfikacji, by wiedzieć, że elementem koniecznym każdej jego wersji musiało być utworzenie agenturalnej opozycji, występującej z jawną krytyką systemu. Opozycja była potrzebna, by miał kto zwyciężyć komunę. Zwycięstwo opozycji jest bowiem znacznie bardziej przekonywujące niż, kolejne reformy dyktowane z Kremla. Lecz przede wszystkim opozycja agenturalna była niezbędna na wypadek, gdyby społeczeństwo chciało skorzystać z okazji i przeprowadzić reformę zgodnie ze swymi interesami i poglądami. Wówczas „opozycję" łatwo można wylansować na przywódców ruchu i nim manipulować.
Zarzutu, że nie jest to żadna analiza, tylko opis tego, co się u nas zdarzyło nie będę odpierał. Od czerwca 1992 r. wiemy już oficjalnie, że ponad 100 znanych i popularnych działaczy przedsierpniowej opozycji i „Solidarności" było agentami SB, z panem przewodniczącym na czele.
W tym świetle zgoda na opozycję i „Solidarność" nie była błędem. Gęsto przetykana agentami opozycja była uwiarygodniana lekkimi represjami i lansowana przez RWE na przywódców i sumienie narodu. Pewien kłopot sprawiali nie podejrzewający spisku ludzie, którzy się do opozycji przyłączyli.
Zgodę, na „Solidarność" niewątpliwie ułatwiło przekonanie władz, że umieszczając swego agenta na czele Związku i wspierając go liczną agenturą na wszystkich szczeblach organizacyjnych, szybko przerobią spontaniczny ruch na posłuszne narzędzie. Jak wiemy, stało sic, to możliwe dopiero z chwilą zarejestrowania nowej „Solidarności" 17 kwietnia 1989 r.
Teraz powinien wstać ktoś z kręgu Gazety Wyborczej i triumfalnie ogłosić -„Spiskowa teoria dziejów" – a ja powinienem sic, zaczerwienić i jąkając się odwołać co powiedziałem. Tak przecież zachowuje sic, typowy inteligent, gdy Michnik oskarży go o spiskową teorię. Ja nie jestem typowy i właśnie mówię o agenturalnym spisku. Spisku nieudanym.
Historia „Solidarności" jest największą ze znanych mi z historii klęsk agentury.
Uważam, że dzięki przywiązaniu do demokratycznych procedur, w myśl których ważne decyzje musiały być podejmowane na dole, a nie na górze, agentura okazała się całkowicie bezradna. „Solidarność" nie tylko do końca pozostała wierna przyjętej linii, ale jesienią 1981 r. wyraźnie zaczynała się konsolidować po letnich manipulacjach kierownictwa. Gen. Jaruzelski nie mógł już zwlekać. Musiał atakować dopóki ,,Solidarność" była jeszcze osłabiona. Teraz nie wydaje się paradoksem, że „komuna" ogłosiła swój „upadek", w momencie, gdy wygrała. Gdy społeczeństwo zmęczone represjami i uciążliwością stanu wojennego, zdezorientowane niezrozumiałą polityką podziemnego kierownictwa, zrezygnowało z walki.
Celem wojny polsko - Jaruzelskiej było właśnie doprowadzenie do takiego stanu, w którym „komuna" mogła ogłosić swój upadek bez obawy, że społeczeństwo dopilnuje, aby ten upadek był prawdziwy. Cały ciężar propagandy osłaniającej etap przekazywania stanowisk i realizacji polityki „okrągłego stołu", łącznie z pochwałą bezrobocia, przejęła na siebie „Neosolidarność". Rozpięła nad „solidarnościowymi" rządami parasol ochronny.
Jako podstawę do oceny „rządów solidarnościowych" przyjąłem porównanie parametrów gospodarczych i wskaźników społecznych na początku i na końcu tych rządów.
Dane te przedstawiam w tabelach. Wszystkie dane oraz wskaźniki ekonomiczne niezbędne do ich przeliczenia i porównania, takie jak bieżąca stopa inflacji, zmiany relacji ceni kursu dolara, pochodzą wyłącznie z Rocznika Statystycznego 1994.
Spośród wykazu około 400 wyrobów - wzrosła produkcja tylko samochodów osobowych, miedzi i papierosów. Reszta wykazuje drastyczny spadek produkcji.
Kłamstwem okazał się mit o sprawności przedsiębiorstwa prywatnego. Produkcja, tak państwowa jak i prywatna przyniosła straty. Handel prywatny i państwowy był dochodowy.
Kolejnym kłamstwem okazały się obietnice o wielkiej ilości miejsc pracy w handlu i usługach. Taką pracę znalazło tylko 780 000 ludzi, 2,7 miliona wyrzuconych z pracy pozostało na bruku.
Płace realne spadły o jedną trzecią, wzrósł procent kobiet pracujących, przyrost naturalny spadło prawie połowę, a liczba samobójstw wzrosła o ponad połowę. Te wyniki w zupełności , aby wytłumaczyć wyborcze zwycięstwo - „komuny". Zwycięstwo powtórzone w wyborach prezydenckich i podkreślone w referendum konstytucyjnym.
Trudniej jest odpowiedzieć na pytanie, czemu politycy „zachodni" oceniają polską katastrofę, jako sukces.
Można znaleźć zadowalające wyjaśnienie komplementów pod adresem sposobu transformacji ustrojowej i zamykania oczu na widoczny upadek gospodarki. Po 50 latach realsocjalizmu pozostał nam potężny przemysł - nieco kulawy, ale zdolny do wielkiej produkcji. Przy polskiej cenie robocizny i wysokich kwalifikacjach pracowników, nasze towary były w stanie wygrać konkurencję na wielu rynkach. Zdawali sobie z tego sprawę i przemysłowcy i politycy zagraniczni.
Zniszczenie polskiej gospodarki to likwidacja groźnego konkurenta i otwarcie rynku na wyroby najgorszego gatunku, które nie znajdowały nabywców w krajach bogatych. Ale wiemy, że nie jest to pełne wyjaśnienie.
Wiemy, że w organizowaniu spisku GRU - KGB zaangażowane były służby specjalne Zachodu i scenariusz pierestrojki był z całą pewnością ustalony wspólnie. Z oficjalnych źródeł holenderskich znamy uzasadnienie przyznania pokojowej nagrody Nobla - Wałęsa „poskromił radykalne skrzydło „Solidarności". Lecz lojalność wobec wspólnika też wszystkiego nie wyjaśnia.
Musimy pamiętać, że żyjemy w burzliwym okresie rewolucji technicznej, która zmieni obraz świata podobnie, jak zmieniły go poprzednie rewolucje (np. przejście z feudalizmu w kapitalizm), z tym, że teraz zmiany zachodzą szybciej.
Rozwój elektroniki i informatyki powoduje, że świat podzielony granicami staje się za ciasny. Możliwość błyskawicznej komunikacji elektronicznej ułatwiła kapitałowi uwolnienie się od nadzoru rządów narodowych. Systemy polityczne - parlamenty, rządy i partie polityczne utraciły kontrole, i możność bezpośredniego wpływu na finanse i gospodarkę swych krajów. Utraciły więc możność sprawowania swych podstawowych funkcji. Tym samym państwowe ustroje demokratyczne utraciły swą treść - pozostała jedynie fasada.
Aby rozważyć, jakie mogą być tego konsekwencje, przypomnijmy podstawowe teorie wyjaśniające działanie kapitalizmu. Gospodarka wolnorynkowa jest systemem niestabilnym, a więc bez zewnętrznych źródeł stabilizacji niezdatnym do życia. Marks zaproponował centralne zarządzanie produkcją globalną. Rewolucja proletariacka była tylko środkiem do osiągnięcia tego celu. W 60 lat później Keynes potwierdził niestabilność wolnego rynku (najpierw „potwierdziły" niestabilność wielkie kryzysy lat 20' i 30') i zaproponował metody, którymi demokratyczny system polityczny może stabilizować wolny rynek. Realizacja metody Keynes'a doprowadziła do dobrobytu tam, gdzie została zastosowana. Skutki metody Marksa znamy z autopsji.
Obecnie systemy polityczne tracą wpływ na finanse i ekonomię - nie mogą zatem stabilizować gospodarki. Mamy więc dwie alternatywy:
Trudno ocenić, która z tych alternatyw okaże się prawdziwa. Jeśli łączna suma transakcji giełdowych zawieranych w ciągu doby 32 RAZY przekracza sumę światowych zasobów pieniądza! Jeśli duże banki mają prawo udzielać pożyczek na sumę 160 razy większą od ilości rzeczywiście posiadanych pieniędzy! To świadczy, że kapitał stał się fikcją, a kapitalizm i wolny rynek, podobnie jak demokracja jest już tylko fasadą, za którą ukrywa się „ekonomia symboliczna", kierująca poważnymi decyzjami. Nie znamy jej zasad, nie wiemy czym kieruje się „ekonomia symboliczna”, ani koja kieruje.
Wiemy, że kluczowe decyzje są podejmowane bez pozwolenia parlamentów i bez kontroli opinii publicznej, przed którą są ukrywane. Powstaje niebezpieczeństwo, a moim zdaniem jest to pewne, że niekontrolowane decyzje będą sprzeczne z interesami nie tylko poszczególnych narodów, ale i całej nawet ludzkości.
Obecnie pojawiły sic, możliwości realizacji decyzji daleko wykraczających poza granice dopuszczone przez naszą cywilizację, kulturę i religie.
Dotychczasowy typ technologii przemysłowej wymagał masowej produkcji i masowej konsumpcji. Grupy właścicieli i pracowników, mimo sprzeczności interesów i nieraz jawnej wrogości, musiały się nawzajem tolerować i dzielić dochodami w stopniu zapewniającym sprawne funkcjonowanie gospodarki.
Rewolucja informatyczna w technologii przemysłowej radykalnie zmienia te warunki. Wprowadzenie na dużą skalę robotów i zbudowanie automatycznych fabryk nie tylko wyeliminuje z procesu produkcyjnego 80 do 90 procent obecnie zatrudnionych, ale uwolni gospodarkę od przymusu masowej konsumpcji. Z punktu widzenia rządzących - 80 procent ludzkości stanie się całkowicie zbędnym balastem, który sprawia same kłopoty, a do tego trzeba go żywić. Już obecnie obserwujemy procesy, które nie muszą, ale mogą być elementami programu eksterminacji grup społecznych w krajach rozwiniętych, a także całych populacji w krajach zacofanych i biednych.
W USA, Kanadzie, Niemczech, Austrii, z której właśnie wracam, bogacą się bogaci, maleją dochody biednych i średnich kręgów, spada ich poziom wykształcenia i poziom zdrowia.
Jednym z przykładów dyskryminacji gospodarczej grupy terytorialnej lub, jak kto woli - narodowej, jest Polska.
„Plan Balcerowicza" to profesjonalny scenariusz zniszczenia gospodarki. Balcerowicz nie zrobił tu żadnych odkryć - po prostu zastosował wspak znane od lat 70-u metody sterowania gospodarką. Plan taki mógłby opracować student po podstawowym kursie ekonomii. Mimo to „elity intelektualne" zachodu zgłosiły Balcerowicza do nagrody Nobla. Dlaczego naukowcom ze Szwedzkiej Akademii Nauk tak bardzo zależało na „poskromieniu radykalnego skrzydła „Solidarności"? (nagroda dla Wałęsy). Dlaczego planowano nagrodę za poskromienie polskiej gospodarki?
Jeszcze nie dawno te same środowiska naukowo - intelektualne z furią atakowały kapitalizm za wyzysk i egoizm. Domagały się objęcia biednych warstw społecznych i biednych krajów systemem opieki i pomocy ekonomicznej. Dziś te same środowiska wyznają dokładnie odwrotne poglądy. Poglądy, które 10 lat temu określono by jako „faszystowskie". Jak do tego doszło?
Sfery naukowo - intelektualne są mało odporne na naciski, szantaże i korupcję. Pod jednym wszak warunkiem - że istnieje jakaś ideologia, którą mogliby osłonić swój oportunizm.
Trudno wymyślić taką ideę, chyba że jest nią konieczność przywrócenia selekcji naturalnej, którą całkowicie wyeliminowaliśmy w naszej cywilizacji. Dzięki medycynie i technice, ludzie z wadami genetycznymi żyją i przekazują te wady potomstwu. Dzięki opiece socjalnej, populacje (w sensie społecznymi terytorialnym), których udział w tworzeniu dóbr materialnych i intelektualnych jest znikomy - wyróżniają się dużym przyrostem naturalnym.
Przywrócenie selekcji naturalnej oznacza: Słabsi muszą umrzeć. W walce o przetrwanie zwyciężą nie najlepsi, ale najbardziej bezwzględni. Obawiam się, że wielu ludzi zaakceptuje ten pogląd, jeśli tylko stworzy sic, iluzję, że zakwalifikują się do klasy „panów" - tych „lepszych", co przetrwają.
Nam, Polakom nikt nie stwarza nawet cienia takiej iluzji. W przeszłości nie mieliśmy dobrej opinii na świecie. Wyjątkiem jest 9 lat entuzjazmu po 1980 r. Następne 9 lat zmieniły tę opinię na jak najgorszą. Społeczna akceptacja nieuczciwości, egoizmu, korupcji i zgoda na niszczenie gospodarki świadczą o niezdolności narodu do kierowania własnym losem, do utrzymania państwa i obrony narodowych bogactw i interesów.
Lecz przecież moralnie każdy Polak, a prawnie każdy obywatel polski, niezależnie od etnicznego pochodzenia ma obowiązek solidarnie współpracować w budowie prestiżu swego państwa i jego siły ekonomicznej. Za realizację tych celów odpowiedzialne są Władze Państwa. Do obowiązków przywódców państwa, jak i jego urzędników należy też takie kształtowanie poglądów i postaw obywateli, aby realizacja głównego celu - wygrania w międzynarodowej konkurencji została osiągnięta. Każdy kandydat przyjmując z rąk wyborców mandat i każdy urzędnik państwowy z premierem na czele przyjmując nominację bierze na siebie ten obowiązek. Jest to założenie oczywiste i nie musi być podkreślane w kampanii wyborczej ani w akcie nominacji.
Każdy członek władz nie spełniający tego obowiązku, a tym bardziej taki, który powoduje osłabienie państwa i zubożenie jego obywateli, dopuszcza się zdrady narodowej. Uważam, że akt zdrady popełniły wszystkie rządy ekipy okrągłostołowej.
Nie jest dla nich okolicznością łagodzącą głupota społeczeństwa, na którą powołują się we własnym gronie. Zdrada pozostaje zdradą niezależnie od poziomu intelektualnego zdradzanego. Nie jest wytłumaczeniem, że spełniają polecenia Unii Europejskiej, na co sami się publicznie powołują. Nie jest wytłumaczeniem, że niszczą kolejne gałęzie przemysłu na polecenie Unii Europejskiej czy Chana Krymskiego. Zdrada pozostaje zdradą niezależnie od tego, komu zdrajca służy.
Jak doszło do zdrady na taką skalę? Ogromną rolę odegrała tu agentura. Wspomagali ją karierowicze, którzy chętnie zamienili Poronin na Częstochowę, jako miejsce pielgrzymek, a 1 maja na Boże Ciało, jako dzień pochodów.
Pozostali widzieli tylko interes swojej partii. Dla zrealizowania partyjnej idei byli gotowi poświęcić interesy narodowe i szukać oparcia w zdrajcach. Najdobitniej wyraził to publicznie premier Goryszewski: „Nie ważne, czy Polska będzie niepodległa, nie ważne, czy Polska będzie bogata, ważne by Polska była katolicka." Inne ugrupowania równie chętnie rezygnowały z niepodległości i bogactwa Polski w imię swoich partyjnych celów.
Zwyczajną głupotą byłoby powierzenie odbudowy Polski tym, którzy ją doprowadzili do upadku. Odbudowę muszą prowadzić ludzie uczciwi i kompetentni. Nie bezpiecznym złudzeniem jest pogląd, że wystarczy wygrać wybory, by w drodze ustaw rozwiązać wszystkie polskie problemy.
Jeżeli kierujące światową polityką konsorcja finansowe uznają nasz rząd za niewygodny - zastosują, wynikające choćby z prawa wierzycieli, liczne restrykcje i szykany finansowe, które będą bardzo dotkliwe dla społeczeństwa. Rozpętana jednocześnie nagonka propagandowa w prasie zagranicznej i krajowej, która w 90 procentach jest ich własnością, może doprowadzić do tego, że społeczeństwo własnymi rękami rozpędzi sejm i rząd, który pierwszy odważy się bronić narodowych interesów.
Aby wejść na drogę sprzeciwu wobec możnych tego świata, nie wystarczy garstka uczciwych i nawet bardzo mądrych ludzi. Aby walka ta mogła być skuteczna, prowadzić ją musi całe społeczeństwo. Społeczeństwo świadome celu i gotowe ponosić trudy i koszta tej walki.
Nie staniemy w 38 milionów do walki z całym światem. Oprócz bowiem garstki bankierów i prezydentów, świat zamieszkuje 5,5 miliarda ludzi. Znaczna część z nich jest w sytuacji podobnej do Polaków. Są to nasi potencjalni sojusznicy, którzy nie muszą, ale mogą pójść w nasze ślady. Jeśli nie damy się ogłupić pierwszym uderzeniem zmasowanej propagandy i nie ugniemy pod ciężarem ekonomicznych represji - nasz przykład będzie się stawał coraz bardziej zachęcający.
Dlatego represje nie mogą trwać zbyt długo. Nie mogą też być zbyt jawne i drastyczne, jak np. zbrojna interwencja międzynarodowego ZOMO w ramach NATO, gdyż demaskowałoby to „ich" w oczach narodów, które łudzą się, że uczestniczą w tym procesie dobrowolnie. Może też się okazać, że przeciw sobie mamy tylko garstkę rodzimych łajdaków. Ich mocodawcy, którzy chętnie przelewali na swe konta strumień pieniędzy płynący z Polski, mogą porzucić swych agentów na pastwę sprawiedliwości, gdy naród wystawi im rachunek.
Reasumując – jeśli nie będą w stanie nas złamać - wejdziemy w fazę negocjacji. Jeśli społeczeństwo będzie miało pełne przekonanie do słuszności naszych celów - satysfakcjonujący kompromis będzie do osiągnięcia. Nie chcemy przecież zniszczenia komputerów i satelitów komunikacyjnych. Elektronika to wspaniałe narzędzie, które zgodnie z encykliką „Laborem execrens" - niezależnie od formy własności ma służyć ogółowi. Z tego ogółu nie możemy pozwolić się wykluczyć.
Tolerancja, życzliwa ciekawość innych obyczajów i łatwość przyjmowania obcych osiągnięć była od wieków cechą Polaków. Polska przy tym jest chyba jedynym krajem katolickim, który odrzucił inkwizycję i chyba jedynym, który nie uchwalił prawa dyskryminującego Żydów.
Integracja narodów nie jest sprzeczna z naszą tradycją i kulturą. Decyzja o wejściu w proces integracji zostałaby niewątpliwie przez Polaków zaakceptowana - lecz musi to być wolna decyzja niepodległego narodu. Dopuszczenie „innych" do udziału w decydowaniu o naszych sprawach, musi być skompensowane siłą naszego oddziaływania w skali Europy. Dotychczas nikt nawet nie próbował nas przekonać, że tak będzie istotnie.
Siła politycznego oddziaływania jest pochodną siły ekonomicznej państwa. I odwrotnie, głównym celem polityki państwa było wspieranie własnej gospodarki i jej ochrona w międzynarodowej konkurencji w odniesieniu do słabszych gałęzi. Unia Europejska likwiduje administracyjne sposoby promowania narodowych gałęzi gospodarki. W parlamencie europejskim ustawicznie wybuchają awantury, gdyż wszystkie rządy, mimo unijnych zakazów, inwestują z budżetu ogromne sumy w swój przemysł, aby mógł wygrać konkurencję po likwidacji politycznej ochrony w zintegrowanej Europie.
W tym czasie, panujące w Polsce „rządy solidarnościowe" zrobiły wszystko, na co było je stać, by zniszczyć całe gałęzie przemysłu, a pozostałe maksymalnie zadłużyć, ograniczyć ich zdolność produkcyjną i uniemożliwić, nie tylko wygraną, ale nawet możliwość startu do konkurencji z gospodarką europejską.
W tym świetle, to co nam proponują, to nie integracja, a aneksja. To ostateczna likwidacja państwa i przekształcenie obszaru dawnej Polski w terytorium kolonialne, gdzie jego dawni obywatele, wyzuci z prawa własności i prawa decyzji, będą wyczekiwać na jakąkolwiek pracę w fabrykach i plantacjach nowych właścicieli. Nie wykluczone, iż po wejściu do UE produkcja z terenów byłej Polski wzrośnie. Dla tubylców będzie to miało znaczenie takie, jak dla Murzynów wysoka produkcja bananów w afrykańskich plantacjach.
Mylą się również ci, co mają nadzieję, że staną się równoprawnymi obywatelami Europy - jest to niemożliwe. Żaden naród nie może uznać za równy sobie nacji, która po uzyskaniu niepodległości zniszczyła własny kraj. Która wolność rozumiała, jako prawo do korupcji, nieuczciwości i egoizmu.
Ci, co z racji bogactwa lub wykształcenia chcieliby uchodzić za polskie elity intelektualne - też nie znajdą akceptacji, gdyż nie zdołają zmyć z siebie hańby zdrajców. A każdy naród korzysta wprawdzie z usług zdrajców w innych narodach, ale nimi pogardza i odtrąca po wykonaniu zadania.
Czy przetrwamy biologicznie? Polska ma obecnie najniższy w Europie przyrost naturalny, a wydatki na ochronę zdrowia spadły po upadku komuny 4-krotnie, podczas gdy w krajach Unii Europejskiej wzrosły dwa razy.
Nie możemy też liczyć na system europejskiej ochrony socjalnej, gdyż ten system jest już w stanie likwidacji.
Pozostaje nam tylko liczyć, że w obliczu zagłady państwa, zagrożenia podstawowych interesów i dezintegracji narodowej, w ostatniej chwili obudzi się w Polakach instynkt samozachowawczy. Aby ten instynkt obudzić – potrzebne jest wykonanie ogromnej pracy, by otworzyć społeczeństwu oczy na przerażające perspektywy przyszłości.
W pracy tej zdani jesteśmy tylko na własne siły. Nikt nam nie udzieli pomocy, przeciwnie – możemy się spodziewać wszelkich przeszkód. Mimo to musimy przełamać kłamstwa propagandy i bierność społeczeństwa. Raz już, w 1980 r. nam to się udało. Jedyną szansą dla Polski jest, by udało się, to jeszcze raz.
Andrzej Gwiazda
Referat przedstawiony na Sympozjum w r. 1997
„W trosce o Dom Ojczysty" (1997)
W dniach od 1 do 3 maja 1997 roku, w Domu im. Józefa Piłsudskiego w Krakowie, odbyło się trzecie z kolei sympozjum organizowane przez Annę Walentynowicz.
Podsumowanie obrad.
Autorzy 19-stu referatów (w tym 7-miu profesorów, 6-ciu doktorów, 3-ch księży) przedstawili obecną sytuację Polski oraz jej genezę. W sensie gospodarczym, etycznym i politycznym sytuacja ta jest bliska katastrofy.
W dyskusji uczestnicy uznali, że najbliższe wybory do sejmu nie dają nadziei na poprawę. W wyborach tych kandydują partie związane umową „Okrągłego Stołu". Partie te, sprawując rządy - dla realizacji swych partykularnych interesów w sferze finansowej czy ideowej, bez skrupułów poświęcały interesy narodowe, społeczne i państwowe, Rozmiary gospodarczego upadku zawinionego przez „rządy solidarnościowe" w latach 1989 - 1993 obrazują załączone dane z Rocznika Statystycznego. Proceder planowego niszczenia gospodarki odbywał się pod propagandową osłoną powołanej w 1989 roku organizacji, która dla zmylenia społeczeństwa przybrała nazwę „Solidarność”. Jedną z pierwszych jej akcji było przekonanie społeczeństwa, że nieuczciwość polityków jest rzeczą, . konieczną i godną pochwały. Organizacja ta, mieniąc się związkiem zawodowymi, patronowała stworzeniu 3-milionowej armii bezrobotnych, sprzeciwiała się podwyżkom płac, a naiwne zaufanie nauczycieli wykorzystała do politycznego strajku, który utorował SLD wygranie przyśpieszonych wyborów. Obecnie ta organizacja, licząc na krótką pamięć Polaków, znów ubiega się o głosy wyborców szelmując hasłem „walki z komuną" - czyli SLD.
Przyszły sejm znów zdominują ugrupowania związane umową nie tylko z aparatem byłej PZPR, ale również - w myśl tajnych umów - całkowicie podporządkowane interesom kapitału zachodniego. W czasie, gdy rządy państw rozwiniętych inwestują ogromne sumy, by zapewnić swemu przemysłowi silną pozycję po wejściu do Unii Europejskiej, ekipy rządzące Polską na życzenie swych mocodawców niszczą wszelkie przejawy konkurencyjności naszego rolnictwa i przemysłu.
Społeczeństwo, choć już zaczyna domyślać się przyczyn upadku i dostrzegać jego sprawców, wciąż jest bezradne z powodu braku środków komunikacji społecznej. Wszystkie środki przekazu zostały zawłaszczone przez uczestników „Okrągłego Stołu" lub przejęte przez obce koncerny. Prasa niezależna, z powodów finansowych, ma znikomy zasięg. Nie zwalnia to uczciwych ludzi od mówienia. prawdy wszystkim, którzy chcą słuchać i przy pomocy środków, na które nas stać. W sytuacji, w której podstępnie nas postawiono, milczenie graniczy ze zdradą narodową.
Sympozjum nie wysunęło tez programowych uznając, że o kształcie programu decydują, nie tyle teorie naukowe i poglądy polityków, lecz chęć obrony interesów narodowych i stopień determinacji społeczeństwa w walce o ich realizację.
Budzenie chęci obrony wspólnych społecznych interesów stawiają sobie za cel uczestnicy sympozjów „ W trosce o Dom Ojczysty".
Wyniki 4-letnich „rządów solidarnościowych
Porównanie ważnych wskaźników życia społecznego i gospodarczego w 1993 r., gdy „rządy solidarnościowe" straciły władzę do wyników 1989 r., w którym władzę otrzymały,
Za Komisje Wniosków:
"Zwyciężyć i spocząć, na laurach
to klęska
Być zwyciężonym i nie ulec
to zwycięstwo"
(Józef Piłsudski)
REZOLUCJA SYMPOZJUM "W TROSCE O DOM OJCZYSTY" (1995)
Państwo jest organizacją stworzoną dla obrony i realizacji interesów narodowych w sferze materialnej i duchowej.
Obowiązkiem rządu suwerennego państwa jest:
- - zapewnienie całemu społeczeństwu niezbędnych środków materialnych przez rozwój gospodarki, przemysłu, rolnictwa i handlu,
- - obrona bytu państwowego i bezpieczeństwa jednostek,
- - obrona godności i honoru Państwa i jego obywateli,
- - powszechna ochrona zdrowia,
- - zapewnienie dostępu do nauki niezależnie od stanu majątkowego rodziców,
- - ochrona tradycji, dorobku kultury i tożsamości Narodu,
- - racjonalna eksploatacja zasobów naturalnych i ochrona środowiska.
Żaden z rządów po 1989 roku nie wywiązał się z tych zadań. Stało się wręcz przeciwnie - kolejne ekipy, niezależnie od tego, jaką partię reprezentowały, prowadziły politykę świadomej destrukcji gospodarki, uzależnienia kraju od decyzji zewnętrznych i demoralizacji społeczeństwa.
Rok 1989 był przegraną bitwą w walce o Wolną, Sprawiedliwą i Niepodległą Polskę. Przegraliśmy ją, bo tym razem zamiast pałki i pistoletu, użyto podstępu i kłamstwa. Daliśmy się zwieść podstawionym autorytetom i zgodziliśmy się na nieuczciwość w polityce.
Zapomnieliśmy o nauce, którą pozostawił nam ks. Jerzy Popiełuszko:
Lud udzielając mandatu politykom bierze na siebie odpowiedzialność za ich czyny. Obowiązkiem ludu jest odebranie władzy w przypadku działania przeciwko narodowi i społeczeństwu.
Jako obywatele Rzeczypospolitej Polskiej żądamy:
- 1. Bezwzględnej uczciwości polityków i urzędników państwowych, poddania pod osąd. wyborców całej ich przeszłości oraz zmian stanu majątkowego w czasie pełnienia funkcji publicznych.
- 2. Odsunięcia fajnych agentów od kandydowania i udziału we władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej.
- 3. Natychmiastowego uruchomienia programu odbudowy gospodarki umożliwiającego:
- - likwidację bezrobocia,
- - wzrost płac do poziomu zarobku w krajach rozwiniętych,
- - uniezależnienie kraju od dyktatu podmiotów zagranicznych,
- - uzyskanie zdolności skutecznej konkurencji na rynku wewnętrznym i zagranicznym.
- 4. Do czasu realizacji tego programu wstrzymania prywatyzacji i komercjalizacji.
- 5. Postawienie w stan odpowiedzialności karnej i majątkowej wszystkich odpowiedzialnych za grabież majątku narodowego.
- 6. Stworzenie systemu obronnego państwa w oparciu o polski przemysł zbrojeniowy w miejsce chaosu i nieracjonalnych praktyk.
Żądania te uznajemy za konieczne warunki funkcjonowania Państwa, zachowania bytu narodu i ochrony polskich rodzin.
W obliczu zagrożenia apelujemy do wszystkich Polaków o ochronę ojczystego domu.
Kraków – Oleandry
Dom imienia Józefa Piłsudskiego
25-27 sierpień 1995 r.
2009.08.10.


