Oficjalna strona Joanny i Andrzeja Gwiazdów

Propaganda Okrągłego Stołu

...

PROPAGANDA OKRĄGŁEGO STOŁU

Tytuł jest zbyt skrótowy, przez co być może mylący.

Tematem mojego wystąpienia jest:

PROPAGANDA, KTÓRA DOPROWADZIŁA DO TEGO, ŻE SPOŁECZEŃSTWO ZAAKCEPTOWAŁO POLITYKĘ OKRĄGŁEGO STOŁU.

Czyli referat dotyczy historii, przeszłości nawet w stosunku do okresu, kiedy okrągły stół był prezentowany społeczeństwu.

Nie mam przygotowania fachowego w dziedzinie propagandy, natomiast jestem praktykiem, ponieważ próbowałam przeciwstawiać się tej propagandzie przez 8 lat.

8 lat, ponieważ początku polityki przygotowującej okrągły stół musimy szukać już w Solidarności w okresie jej legalnego działania.

Syntetycznie zadanie propagandy można sformułować następująco:

JAK POROZUMIENIE MIĘDZY WŁADZĄ I SPOŁECZEŃSTWEM ZASTĄPIĆ UMOWĄ ELIT I TO W TAKI SPOSÓB, ABY SPOŁECZEŃSTWO TEGO NIE ZAUWAŻYŁO.

Zadanie nie było łatwe.

Przyjęte wówczas zasady okazały się skuteczne i dlatego były mocno utrwalone w świadomości. Zasady postępowania obowiązujące przy formułowaniu celów i ustalania sposobów ich realizacji zostały wypracowane już w czasie strajku.

Szczególnie rygorystyczne zasady obowiązywały przedstawicieli strajkujących w kontaktach z władzami.

W społeczeństwie inwigilowanym przez Służbę Bezpieczeństwa ludzie obawiali się zdrady i manipulacji propagandy.

Dlatego potrzeba było aż 8 lat, aby społeczeństwo przygotować do zaakceptowania ugody zawartej przy okrągłym stole.

Jak powiedziałam - elementów tego przygotowania należy szukać już w okresie legalnego działania Solidarności.

Jedna z najważniejszych zmian zasad dotyczyła sposobu powoływania reprezentacji i kompetencji grupy negocjującej.

Zadaniem propagandy było doprowadzenie do tego, aby członkowie związku zaakceptowali, że reprezentacja nie jest wyłaniana drogą demokratyczną, lecz mianowana jest przez Lecha Wałęsę.

I co równie ważne - przyznanie negocjatorom nieograniczonych kompetencji do ustalania stanowiska strony solidarnościowej, treści porozumienia i granic kompromisu.

Pierwszą próbą ominięcia demokratycznie wybranej reprezentacji były tajne rozmowy przed porozumienie w marcu 1981 roku. Fakt ten przeszedłby niezauważony. Łamanie prawa związkowego już wówczas zostałoby zaakceptowane, gdyby nie publiczny protest Andrzeja Gwiazdy. Andrzej podał się do dymisji ze stanowiska wiceprzewodniczącego. Dymisji Komisja Krajowa nie przyjęła, ale wywiązała się bardzo ostra dyskusja, która uczuliła władze związku na to zagrożenie.

Jesienią Lech Wałęsa podjął tajne rozmowy z gen. Jaruzelskim i Prymasem Glempem. Ta próba porozumienia za plecami związku spotkała się z ostrą reakcją statutowych władz Solidarności. Lud nazwał te rozmowy - między panem, wójtem a plebanem.

Przez cały czas Solidarności Lech Wałęsa walczył o to, aby demokrację przedstawicielską zastąpić demokracją stadionową i z bożą i ludzką pomocą tę walkę wygrał. Stan wojenny niszcząc demokrację bardzo mu to zadanie ułatwił. Członkowie Solidarności zaakceptowali prawa, które sobie uzurpował. W okresie bezpośrednio poprzedzającym okrągły stół Lech Wałęsa mógł śmiało powiedzieć - Solidarność to Ja - i nie było w tym żadnej przesady.

Przejdźmy do innych ważnych celów propagandy, bez których zaakceptowanie porozumienia przy okrągłym stole nie było możliwe.

Ogromną przeszkodą - na początku stanu wojennego mogło się wydawać, że przeszkodą nie do pokonania - był podział na MY i ONI.

Kościół, szczególnie wyższa hierarchia - księża w parafiach byli często bliżej społeczeństwa - podejmował wysiłki, aby złagodzić ten ostry podział między władzą i społeczeństwem, ale nawet Kościół nie był w stanie zasypać przepaści.

W osiągnięciu tego celu werbalna propaganda nie mogła być skuteczna.

Najważniejszą rolę odegrało tu zmęczenie i zniechęcenie. Ludzie najbardziej zaangażowani, którzy najwięcej poświęcili dla sprawy, z czasem tracili siły i entuzjazm. Był to proces nieunikniony.

Przyspieszyła go taktyka władz solidarnościowego podziemia. Taktyka polegająca na mobilizowani ludzi do wielkich akcji i nieoczekiwanym odpuszczaniu w ostatniej chwili.

Być może była to taktyka nękania przeciwnika, ale nękała przede wszystkim własne szeregi.

W zlikwidowaniu podziału na My i Oni zastosowano bardzo ciekawy zabieg propagandowy. Zamiast zwalczać ten podział wprost, co wydawało się raczej niewykonalne - zaproponowano inny podział - na rozsądnych, umiarkowanych, odpowiedzialnych - z jednej strony i - zacietrzewionych, ekstremistów, oszołomów - z drugiej.

Ci pierwsi byli zwolennikami pokojowego rozwiązania konfliktu, ci drudzy dążyli do krwawej konfrontacji. Linia podziału miała tu przebiegać w poprzek podziału na My i Oni.

Ta propaganda okazała się bardzo skuteczna, mimo że nawet metodą prowokacji nie udało się żadnej grupie podziemia przypisać zamiarów i działań terrorystycznych. Zmęczeni ludzie chcieli zmiany sytuacji, bali się krwawej rozprawy i uwierzyli nawet w to, że Andrzej Gwiazda, autor wszystkich kompromisów z lat 1980 i 81, jest genetycznie do kompromisu niezdolny.

Straszenie ludzi betonem w partii i ekstremą w Solidarności nie miało żadnego sensu, a jednak ludzie w to wierzyli. Uwierzyli nawet w to, że grozi nam rozwiązanie rumuńskie, chociaż zarówno szef wojska, jak i szef policji byli podobno ludźmi umiarkowanymi, gorącymi zwolennikami pokojowego rozwiązania.

Dotykamy tu bardzo ciekawego wątku, w którym już nie czuję się kompetentna. Sądzę, że podświadomie ludzie wiedzieli, że to właśnie te pokojowe gołąbki z gałązką oliwną w dziobkach, ukarzą nas za brak wdzięczności. Wielka szkoda, że bardzo zdolny lekarz Marek Balicki, który niegdyś chciał badać psychozy zbiorowe, wolał zostać ministrem.

Ale wróćmy do tematu.

Personalne przełamywanie lodów wszyscy pamiętają. Zaangażowali się w to ludzie obdarzeni społecznym autorytetem. Papież honorował Generała Jaruzelskiego w Watykanie, Adam Michnik obwoził po całej Polsce Aleksandra Kwaśniewskiego i pokazywał go jako naszego człowieka po partyjnej stronie. Był z panem Kwaśniewskim również na Gdańskim Uniwersytecie.

Te z pozoru nieistotne zabiegi propagandowe były bardzo ważne. Pamiętacie państwo, że w czasie stanu wojennego całkiem serio rozważany był problem, czy ludzi utożsamianych z władzą, która tak z nami zagrała, można traktować jak normalnych przeciwników. Chodziło np. o to czy podanie im ręki nie hańbi.

Ważnym i jak sądzę koniecznym warunkiem zaakceptowania porozumienia okrągłego stołu było przekonanie ludzi, że to porozumienie realizuje cel walki.

Dokonano tu równolegle dwóch zabiegów propagandowych.

Z jednej strony - zmieniono treść kryjącą się pod hasłowo sformułowanymi celami.

Z drugiej strony - lansowano hasła oznaczające tylko środki jako symbolizujące cele.

Stan wojenny sprzyjał zamianie treści na hasła.

Zaraz to wyjaśnię.

Celem strajku w sierpniu 1980 roku była poprawa bytu materialnego i minimum swobód związkowych i politycznych, które niezależnie od ich samoistnej wartości, wydawały się niezbędne do poprawy warunków życia.

A zatem nawet Wolne Związki Zawodowe nie były celem samym w sobie. Celem strajku było wywalczenie zgody na budowanie bez represji narzędzia, które jak sądziliśmy będzie skuteczne. Natomiast każdy uczestnik strajku szczerze by się uśmiał albo zdenerwował, gdyby mu powiedzieć, że koczuje dwa tygodnie na trawniku, aby wywalczyć porozumienie.

Porozumienie mogło być sposobem, metodą, środkiem.

Celem była treść porozumienia.

W 1989 roku strona solidarnościowa zasiadała do okrągłego stołu bez jasno sformułowanych żądań, bez zakreślonych granic kompromisu. Nie było żadnych warunków wstępnych, np. żądania, aby Komisji Krajowa mogła się swobodnie zebrać w celu ustalenia stanowiska Solidarności.

Z odległości wyglądało to trochę tak - weźmiemy co łaska, a i tak się opłaci. Pewnie słusznie, darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby. A po co komu koń, to już inny problem.

Weźmiemy co łaska, a łaska była ogromna.

Wszystkie symboliczne hasła stanu wojennego zostały uhonorowane - nie powiem zrealizowane, bo to inny problem - i to z nadmiarem - Lech Wałęsa, Solidarność, Wolne Wybory. Nawet Precz z komuną, chociaż rozwiązanie partii nastąpiło później.

Wszystko osiągnęliśmy w ramach wspaniałego POROZUMIENIA, jakie nie miało równych sobie. Kto pamiętał rozmowy prowadzone w małej salce obok sali BHP, transmitowane przez fabryczne głośniki, powinien się czuć zaszczycony i olśniony - piękna sala, ogromny, specjalnie zbudowany stół, kwiaty, światła, kamery telewizyjne.

Drobny mankament - brak odpowiedzi na pytanie, skąd się tam ta ogromna gromada ludzi wzięła, kto kogo i jakim prawem reprezentuje - z nawiązką zrekompensowała instytucja mniejszych stołów, podstolików.

W ustalenia porozumienia okrągłego stołu, w formułowanie żądań, niemal programów w różnych dziedzinach, zaangażowała się rzesza ludzi pełnych dobrej woli, wywodzących się, z inteligenckich elit w całej Polsce. Porozumienie okrągłego stołu było też ich działem, oni mieli w nim swój wkład.

Sądzę, że była to jedna z ważnych przyczyn - braku krytyki skutków okrągłego stołu przez inteligenckie elity, nawet wówczas, gdy mniej uprzywilejowane warstwy społeczeństwa miały do tej polityki już stosunek bardzo krytyczny.

Symbolicznie okrągły stół był pełnym zwycięstwem.

Jednak tylko zwycięstwo Lecha Wałęsy było autentyczne. W każdym ze złotych jabłek okrągłego stołu był gdzieś ukryty zatruty robak. Pewnie można było robaka wydłubać, a jabłko zjeść, ale do tego społeczeństwo upojone zwycięstwem nie było zdolne.

Joanna Duda-Gwiazda

Szkic referatu wygłoszonego w Gdańskim Oddziale Polskiego Towarzystwa Filozoficznego, prawdopodobnie w połowie lat 90.

2009.07.31.