Oficjalna strona Joanny i Andrzeja Gwiazdów

Bohaterowie przyszli z bezpieki (2005)

...

Bohaterowie przyszli z bezpieki

Z Andrzejem Gwiazdą, współzałożycielem Solidarności, rozmawia Rafał Jabłoński.

- Lech Wałęsa walczy z Radiem Maryja. Liderzy Komisji Krajowej drą koty. Czy na obchody ćwierćwiecza strajku w Stoczni Gdańskiej uda się ustawić Was w jednym rzędzie?

- Nie. Sądzę, że nie ma na to żadnej szansy. Wiem, że taki pomysł wypłynął od Lecha Kaczyńskiego. Ja jego gest rozumiem, bo od 1990 roku był - z mianowania Wałęsy - przewodniczącym antysolidarności.

- Antysolidarności?

- Część dawnych działaczy związku napisała list do Parlamentu Europejskiego, w którym stwierdziła: „nie ponosimy odpowiedzialności za błędy organizacji, która pod nazwą Solidarność działała od 1989 roku". Przy Okrągłym Stole po tzw. solidarnościowej stronie zasiedli ludzie wyznaczeni przez Wałęsę. Na stu członków dawnej Komisji Krajowej znalazło się tylko czterech.

- Druga Solidarność bardzo różniła się od pierwszej?

- Miała za cel ochronę planu Balcerowicza przed protestami społecznymi. Dlatego zarejestrowano zmieniony statut; przerobiono siedem paragrafów. I te zmiany zostały zatajone przed członkami związku. Do dzisiaj nie wiadomo, kto ich dokonał. Wałęsa ogłosił, że w czasie stanu wojennego wygasły mandaty członków Komisji Krajowej, jak i pozostałych władz związku, z wyjątkiem mandatu przewodniczącego KK.

- Więc nie będzie wspólnych obchodów?

- Aby nie uwiarygodniać kłamstwa, wielu uczestników strajków z 1980 roku, członków i działaczy Solidarności, nie weźmie udziału w obchodach rocznicowych, organizowanych przez drugą Solidarność.

- Czemu nastąpił taki rozłam między obiema Solidarnościami?

- Do kierownictwa Solidarności i strajku 1980 roku udało się bezpiece wprowadzić konfidentów oraz prowokatorów. Bezpieka za darmo pieniędzy nie brała.

- Napięcia między liderami powstały z powodu zatargów o władzę?

- Jaką władzę? Na początku nie miało wielkiego znaczenia, kto jakie pełnił funkcje. Popularność wszystkich była taka sama. Nie było jeszcze choroby fleszowej. Wszyscy opędzaliśmy się od tego błyskania po ślepiach. Konflikty powstały, bo zaczęły pojawiać się „tajne sylwetki". Obserwacja zachowań stwarzała powody, żeby być ostrożnym. Ja nie miałem najmniejszej wątpliwości, że Wałęsa wykonuje instrukcje bezpieki. Już w czasie strajku, aż do końca 1989 roku, osłabiał on Solidarność. Powiedział, że nie może być zbyt silna, bo byłaby zbyt wielką pałą na rząd. Powiedział to publicznie, tylko nikt nie chciał usłyszeć.

- Przepraszam, ale pan Wałęsa został zlustrowany. Sąd uznał, że nie był agentem.

- Sąd na podstawie akt, dostarczonych przez MSW, wydał taki wyrok. Jurczyk oświadczył publicznie, że współpracował, ale nieskutecznie. Wałęsa wielokrotnie też przyznał się do kontaktów z bezpieką.

- Kiedy o tym wspomniano w Radiu Maryja, Lech Wałęsa dostał szału.

- Słuchaczem tego radia jestem raczej miernym. Ale nie słyszałem, nawet od innych ludzi, by Radio Maryja w jakikolwiek sposób zaatakowało Wałęsę. Gdzie był ten atak? Jeżeli się rozważa - czy był agentem, czy nie był - to nie jest żaden atak. Dociekanie prawdy nie jest atakiem. Krzysztof Wyszkowski, mówiący o tym na antenie, wspomniał jedynie, że nie jest wykluczona współpraca Wałęsy z SB.

- No, ale były prezydent się zdenerwował i wtedy nastąpiło zaskakujące zbliżenie jego z Donaldem Tuskiem?

- Zbliżają się wybory.

- Lech Wałęsa deklaruje, że nie będzie już czynny politycznie. Prawdopodobnie zamknął ten rozdział. Ale w jaki sposób trafił do polityki? Przecież strajk 1980 roku wybuchł nie w jego obronie, a Anny Walentynowicz.

- W czasie zbiorowych wystąpień jest taki moment, gdy ludzie przerywają pracę, rzucają wyzwanie i powstaje pytanie: no dobra chłopaki, a co dalej? To krytyczny punkt każdego buntu, rewolucji. Tak było przed stocznią. I wtedy wyszedł Wałęsa z wielkim wyczuciem chwili, i powiedział: chłopaki, ja wiem, co zrobić.

- A Walentynowiczowa nie wiedziała?

- Nikt nie wiedział. Ale Wałęsa miał kilku ludzi, którzy krzyknęli: my go znamy; fajny facet. I to był moment przełomowy. Ludzie powiedzieli mu: jak wiesz, to rób!

- Mało kto pamięta, że pierwsza Solidarność była socjalistyczna. Tylko chciała uczłowieczyć ten ustrój. Mieliśmy pracę, nie mieliśmy wolności. Teraz mamy wolność, ale nie mamy pracy.

- Moskwa kazała narzucony nam system nazywać socjalizmem. Dlatego w Solidarności odrzucano wszelkie próby uczłowieczania go. Ale wtedy nikt nie odważyłby się zaproponować systemu służącego wyłącznie interesom bogatych.

- Nie ma Pan z tego powodu kaca?

- Trudno, żebym to ja żałował. Okazało się, że miałem rację. Ale nie wszyscy wtedy ją mieli, bo gdy tylko nadarzyła się okazja, to zdradzili kolegów za srebrniki. Niektórzy wiedzieli, że jak do końca będą grzeczni, to wezmą udział w rozdzielaniu ciastek. I dostali je. A ci niepokorni są dziś albo na bezrobociu, albo mieszkają pod mostem, bo i tacy się zdarzają.

Czy mogliście w sierpniu 1980 roku, i po stanie wojennym, zrobić to inaczej?

Zbyt wielu ludzi pracowało wtedy dla bezpieki. Wałęsie nakręcano tak olbrzymią popularność, by mógł złamać kark pierwszej Solidarności. I złamał. Udało się go wypromować na wielkiego wodza. Paradoksalnie, w stanie wojennym wypromowała go nawet Wolna Europa.

- Gdyby Pan wiedział to wszystko, co Pan wie dzisiaj, czy działałby Pan inaczej?

- Obawiam się, że gdybym wiedział to, co wiem dzisiaj, zrobiłbym to gorzej. Dlatego, że chyba nie miałbym nadziei. Tej nadziei, iż społeczeństwo jest w stanie przeciwstawić się takiej perfekcyjnej mafii jak bezpieka. Tymczasem społeczeństwo przez 16 miesięcy stawiało opór. Bezpieka była bezsilna wobec demokracji solidarnościowej. To, że Jaruzelski musiał wytoczyć czołgi, okazało się największą klęską agentury.

- Czy nie ma Pan obsesji na temat liczby agentów?

- Lista Wildsteina potwierdza, że to nie jest żadne urojenie.

ŻYCIE WARSZAWY, 22 MARCA 2005

2009.07.31.